- Przekazanie oryginału 10 USD
- Izba Pamięci Michala Bosáka
- „Bank Bosáka“ w Preszowie
- Pamiątkowy medal
- Karta telefoniczna Michala Bosáka
-
Szkoła Bosáka
-
Rysunek piórkowy szkoły Bosáka
- Organizacja siostrzana w USA
BC 2001
OFICJALNE WYNIKI KONKURSU OGÓLNOPOLSKIEGO
Do I. edycji ogólnopolskiego konkursu CMB 2001 zgłoszono 25 projektów, z których komisja oceniająca wyłoniła 10 najlepszych.
Podsumowanie konkursu odbyło się 5 października 2001 roku w budynku Narodowego Banku Słowacji w Prešovie (w budynku byłego domu Bosáka) z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych SR, banków, instytucji finansowych, przedsiębiorców, administracji publicznej, samorządów oraz innych znaczących gości.
Członkowie komisji, którzy określili kolejność:
- Philip R. TUHY, profesor emeritus, Wilkes University, Wilkes-Barre, Pensylwania, USA
- Ing. Martin BOSÁK, PhD., Uniwersytet Techniczny, Košice
- Ing. Alexander TARČA, wiceprezydent Stowarzyszenia Michala Bosáka, Prešov
- Ing. Jozef TARASOVIČ, dyrektor generalny POLYGRAFPRINT, s.r.o., Prešov
- Ing. Ján POLIAK, dyrektor generalny, ECCO PAPER SK, s.r.o., Ružomberok
- Ing. Matúš MURAJDA, dyrektor, GEMOR FASHION, s.r.o., Prešov
Miejsca 1-5:
- Jozef Bardík, Publikacja multimedialna „Piešťany 2001”, Ing. Janka Hižová - promotor pracy (PP), Liceum Ogólnokształcące w Piešťanach
- Daniela Ďurečková, Produkcja dodatków patchworkowych do mieszkań i ich sprzedaż, Ing. Mária Šumichrastová (PP), OA Krupina
- Ivan Dimov, Plan finansowy firmy Buldem s.r.o., Prešov, Ing. Valéria Jurčová (PP), SOA Prešov
- Katarína Baranová, Uzupełniające usługi edukacyjne w zakresie nauki języków obcych, Bc. Andrea Hradiská (PP), DOŠ Levoča
- Jaroslav Elíz, Jaromír Išky, Autobusy na nowy napęd - gaz ziemny, Ing. Anna Brhlíková (PP), OA Michalovce
Miejsca 6-10 bez podania kolejności:
- Slavomíra Kotláriková, Nowe możliwości finansowania szkół, Liceum Ogólnokształcące w Kremnicy
- Jana Čikovská, Rzeczywiste korzyści finansowe projektu edukacji przedsiębiorczości w szkołach średnich, Liceum Ogólnokształcące w Medzilaborcach
- Martina Pellerová, Jana Zajacová, Unikanie podatków na centralnym targowisku Miletičova, OA Bratysława
- Katarína Priečková, Globax, s.r.o., OA Čadca
- Roman Kakaš, Kreatywny nauczyciel - kreatywny uczeń, Liceum Ogólnokształcące w Kremnicy
Nagroda za 1. miejsce - tygodniowy pobyt w USA w dniach 30.10. - 4.11.2001
- Jozef Bardík - Liceum Ogólnokształcące w Piešťanach
Nazwa projektu: Publikacja multimedialna „Piešťany 2001”
Promotor pracy: Ing. Janka Hižová
Program w USA:
Nowy Jork
- Spotkanie z ambasadorem Słowacji przy ONZ, J.E. Peterem Tomką
- Wizyta na Columbia University i Princeton University
- Spotkanie z J.E. Martinem Butorem, ambasadorem SR w USA
- Wizyta w redakcjach Slovák v Americe i Slovenský katolícky Sokol
- Spotkanie z przedsiębiorcami ze Słowacji (Milan Franko)
- Zwiedzanie znanych atrakcji miasta (Empire State Building)
Scranton, Wilkes-Barre, Olyphant
- Spotkanie z rodziną Michala Bosáka
- Spotkanie z organizacją Slovak Heritage Society of N.E., PA
- Miejsca, w których pracował Michal Bosák
Nagrody za 2. - 5. miejsce - tygodniowy pobyt w Pradze w dniach 9.10. - 14.10.2001
- Daniela Ďurečková, Ivan Dimov, Katarína Baranová, Jaroslav Elíz, Jaromír Išky
Program w Pradze:
- Przyjęcie u ambasadora SR w Czechach, J.E. Ladislava Balleka
- Wizyta w CITIBANK Praga, w Słowackim Instytucie w Pradze
- Wizyta w Klubie Kultury Słowackiej, w Narodowej Bibliotece Czech
- Wizyta w Galerii MIRO
- Spotkanie z przedsiębiorcami, zwiedzanie firm
- Zwiedzanie kulturalnych i historycznych atrakcji Pragi
- Zwiedzanie zamku w Dobříši koło Pragi
Raport z USA
Przyjazd do Stanów Zjednoczonych Ameryki był moim marzeniem od dawna. Znałem ten kraj tylko ze słyszenia, z tego, co przeczytałem lub zobaczyłem w telewizji. Chciałem jednak poznać Amerykę na własne oczy, dobrze znaną „krainę możliwości”. Tak więc, podobnie jak wielu moich znajomych, myślałem o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych na wakacje, aby pracować na pół etatu. Jest to jednak możliwe dopiero po ukończeniu pierwszego roku studiów, a mnie – 17-letniej uczennicy liceum – jeszcze długa droga przede mną. Wyglądało więc na to, że niewiele się wydarzy i na Amerykę będę musiał jeszcze trochę poczekać.
Gdzieś pod koniec kwietnia 2001 roku przyszedł do mnie mój profesor ekonomii stosowanej i powiedział mi o konkursie o nieco bezsensownej nazwie: Nagrodzie Bosáka. Mnie jednak zainteresowała pierwsza nagroda – tygodniowy pobyt w Nowym Jorku. Potem było już bardzo prosto: opracowałem swój projekt i podczas oceny końcowej konkursu we wrześniu 2001 roku dowiedziałem się, że moja praca zdobyła pierwszą nagrodę i że prawdopodobnie moje marzenie się spełni. Oczywiście były jeszcze pewne „drobiazgi”, którymi trzeba było się zająć, np. administracja wizowa, ale nie był to aż tak duży problem – propozycję wydania wizy otrzymaliśmy bezpośrednio od amerykańskiego agenta. przypadków na Słowacji, gdzie nas przyjęli. Więc wyglądało to absolutnie pięknie. Ale nastąpił nagły zwrot. W drodze do domu do Pöstyén słuchaliśmy radia. Nagle audycja została przerwana i usłyszeliśmy dziwną wiadomość: „Samolot rozbił się w World Trade Center…” Tak, tego pamiętnego dnia – 11 września 2001 – dostaliśmy wizę. Oczywiście, tak od razu pomyślałem. Nie, Ameryko, to nie działa. Nie trwało to jednak długo i po kilku dniach zdecydowałem się ponownie polecieć. Był tylko problem jak to wytłumaczyć mamie, która oczywiście trochę się przestraszyła... Na szczęście wszystko poszło dobrze, sytuacja się uspokoiła i mimo opóźnienia całej imprezy udało mi się spotkać z panem Ing. Rudolfem Jozefom Mariom Bosakem 30 października na lotnisku w Kass, który leciał ze mną do USA. To miał być mój pierwszy lot w życiu, więc nie czułam się zbyt bezpiecznie - nie wiedziałam jak się zachować na lotnisku, jak będzie wyglądał samolot itp. - praktycznie nic. Na szczęście bez problemu przeszliśmy przez pełną kontrolę lotniska i mogliśmy wejść na teren lotniska. Mój pomysł na lotnisko zaczerpnąłem jedynie z tanich amerykańskich filmów, dlatego byłem dość zaskoczony, gdy wszedłem na teren lotniska w Kass. Pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy, kiedy to zobaczyłem, było: „To jest jak coś ze starego rosyjskiego filmu…”. Rozpoznajesz to: mgła, której nie widać aż po czubek nosa, wieje zimny wiatr i w oddali miga czerwone światło, w stronę którego wszyscy biegną. Więc też tam poszłam.
Po chwili z mgły wyłonił się zarys samolotu. Nie czułam się jeszcze najlepiej – była 7:30, pogoda przypominała zły sen, a ja miałam po raz pierwszy wsiąść do samolotu – co naprawdę wydawało mi się najgorszą możliwą kombinacją na poniedziałkowy poranek. . Jednak to się szybko zmieniło, gdy tylko weszliśmy na pokład samolotu. Stewardesa przywitała nas już przy drzwiach z uśmiechem, po drodze wziąłem poranną gazetę, a gdy już zajęliśmy miejsca, odbyła się odprawa dotycząca bezpieczeństwa. Nagle poczułem, że maszyna zaczyna się poruszać. Wszystkie moje złe przeczucia zniknęły, gdy spojrzałem na ziemię z góry. W tamtym czasie zrozumiałam uczucia wyrażone w wielu cudownych wierszach – chcę skrzydeł… Tak więc od pierwszego lotu towarzyszyło mi cudowne uczucie i zaczęłam planować, kiedy studiowałam w Pradze i okolicach. przynajmniej w okolicy, w której mogę, chcę dorobić jeszcze w szkole, więc po prostu polecę samolotem (choć to pewnie tylko marzenie).
W Pradze wsiedliśmy do Airbusa A-300 Czech Airlines lecącego na lotnisko JFK w Nowym Jorku. Ten samolot był inny (do poprzedniego też nie miałem zastrzeżeń, ale wiadomo – jedzenie smakuje lepiej), więc zadomowiliśmy się (usiadłem przy oknie) i zacząłem cieszyć się lotem. Po chwili powoli zapominałam, że jestem w samolocie, czytam gazety, jem, śpię… i nagle nadszedł 30 października i wylądowaliśmy w Nowym Jorku.

Ziggy i Monika Rozek (zapewnili zwycięzcy zakwaterowanie) oraz Josef Bardík na lotnisku w Nowym Jorku po przylocie

Na lotnisku czekał na nas pan Rozek, u którego rodziny mieliśmy mieszkać. Już to pierwsze spotkanie z Ameryką pokazało mi jedno z jej najbardziej spektakularnych oblicz – „wielokulturowość”. Ameryka jest krajem imigrantów, a jej kultura ma wszystko do zaoferowania. Podobnie było w „naszej” rodzinie. Pani Monika Rozeková, która faktycznie zorganizowała dla nas zakwaterowanie, była Słowaczką, jej mąż był Polakiem, a jej dwie córki były już rdzennymi Amerykanami. Żeby tego było mało, w tym czasie był tam także ojciec pani Rozekovej, pan Mitaľ, który zazwyczaj mówił tylko w języku Saary, dialekcie wschodnio-słowackim, dlatego porozumiewaliśmy się w swego rodzaju kombinacji tych języków w języku gospodarstwo domowe. Co ciekawe, nikt nie miał z tym problemu.
Ponieważ do USA dotarliśmy dopiero wieczorem, nie mieliśmy zbyt wiele czasu wieczorem. Szliśmy przez Brooklyn (dzielnica Nowego Jorku, w której mieszkaliśmy), aby kupić słodycze dla dzieci na ich szkolną imprezę Halloween. Moje pierwsze wrażenie związane z Ameryką nie było szczególnie imponujące - Brooklyn wygląda jak każde osiedle na Słowacji czy w Czechach, tylko trochę większy i bardziej kolorowy (nie dość, że domy są w większości z czerwonej cegły, to jeszcze Amerykanie też wpychają, co chcą). może w nich być). kolory w każdym możliwym miejscu).
Poszliśmy spać dość wcześnie, bo byliśmy trochę zmęczeni lotem i następnego dnia musieliśmy wstać bardzo wcześnie.
Następnego dnia – we wtorek rano – zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy do miasta. Pierwsza część naszego programu obejmowała wizytę w McGraw-Hill Corp., grupie firm, w skład której wchodzą największe amerykańskie magazyny oraz agencja ratingowa Standard & Poor's (nie wiem, co to będzie, ale to tylko kilka dni po naszej wizycie na Słowacji w końcu ocena została podniesiona) i wiele innych. Spotkał się z nami analityk finansowy firmy Nick Benyo (pierwotnie Słowak). Krótko przedstawił nas firmie, chwilę porozmawialiśmy o wszystkim i zaprosił na lunch. Tak zaczął się nasz pierwszy dzień w Stanach Zjednoczonych. Pożegnaliśmy się na Times Square – on poszedł do pracy, a ja z panem Bosákiem odwiedziłem Nowy Jork. Tego dnia chcieliśmy choć trochę poznać to miasto, dlatego przeszliśmy z Times Square do najbardziej wysuniętej na południe części Manhattanu. Oprócz klasycznych atrakcji, takich jak zwiedzanie Empire State Building, Broadwayu czy 5th Avenue, zaplanowaliśmy także wizytę w New York Public Library, gdzie przekazaliśmy na fundusz biblioteczny najnowsze wydanie książki o Michale Bosie.
Po wizycie w bibliotece (gdzie zdążyłem jeszcze skorzystać z publicznego Internetu i wysłać kilka e-maili) odwiedziliśmy ruiny World Trade Center, gdzie również zostawiliśmy nasze przesłanie na ścianie pamiątkowej ku pamięci ofiar, Lub potem powoli wracaliśmy do domu, do mieszkania Rozka. Przed budynkiem Giełdy Papierów Wartościowych na Wall Street udało mi się przekonać samą siebie, że wiele rzeczy, które mówią o nowojorczykach i ich umiarkowaniu czy pochopności, nie jest prawdą. W bezpośrednim sąsiedztwie budynku stoi posąg byka. Nie wiedzieliśmy, co to ma reprezentować, więc sprawdziliśmy to. Zauważył nas pan – miał na sobie czarną marynarkę i niósł teczkę, a my dowiedzieliśmy się, że pracował na giełdzie. Po prostu pojawił się znikąd i zaczął z nami rozmawiać. Całkiem spoko. Wyjaśnił nam, że byk jest symbolem wzrostów na giełdach, dobrych nastrojów na giełdzie i bogactwa. Dodał kilka drobnych incydentów, takich jak niektórzy pracownicy ciągnący ten posąg przed wejście na giełdę i uniemożliwiający pracę biednym brokerom i tym podobne.
Uważam, że to doskonały czas na wizytę w Ameryce. Był 31 października, Halloween. W drodze do domu wszędzie widzieliśmy świecące dynie i bajkowe postacie i nawet osoba o słabszych nerwach mogła mieć poważne problemy, bo z każdego ciemnego zakątka groziły szalone maski. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu, po prostu zmęczeni poszliśmy spać - była już prawie północ, a do praktycznie wszystkich atrakcji Dolnego Manhattanu było blisko. Bardziej oficjalna część programu miała rozpocząć się następnego dnia.
Rano spotkaliśmy się z panią Ivetą Hlinką, sekretarką Słowacko-Amerykańskiego Centrum Kultury, która zorganizowała dla nas program, i razem wyszliśmy na Plac ONZ. Powód był prosty: naszą publicznością był JUDr. Petr Tomka – nasz Ambasador przy ONZ. Na początku byłem trochę roztrzęsiony – w ogóle nie wiedziałem, jak się zachować. Mogę nawet powiedzieć jak się zwracać do Pana Ambasadora (oficjalnie Jego Ekscelencji), ale Pana Tomka wydał mi się bardzo sympatyczną osobą, naprawdę ciekawie i miło było go poznać.

Po wizycie u ambasadora odbyliśmy także krótką wycieczkę po Wall Street i Banku Rezerw Federalnych oraz udaliśmy się do sąsiedniego stanu New Jersey. Tutaj mieliśmy nasz program w Passaic – starym mieście, które było niegdyś domem dla dużej społeczności słowackiej i nadal jest domem dla kilku ważnych słowackich instytucji w Ameryce. Towarzyszył mi tu pan Holý, sekretarz Ligi Słowackiej w Ameryce, odwiedziliśmy redakcję amerykańskiej gazety słowackiej, słowackie muzeum katolickie Sokol i między innymi wpadł mi w ręce prawdziwy skarb – oryginał porozumienia z Pittsburgha.

Później pan Bosák, Hlinkova i ja poszliśmy do słowackiej restauracji Milano na Brooklynie. Kiedy w moje ręce wpadło menu tej pięknie stylowo urządzonej restauracji (naprawdę poczułam się jak w domu - drewno, słowackie stroje...) nie mogłam się oprzeć. Oprócz klasycznych dań nie mogło zabraknąć słowackich specjałów, a wśród nich: stare, dobre gnocchi Brynz. Muszę przyznać, że były wyśmienite, w towarzystwie oczywiście oryginalnej słowackiej wody mineralnej (St. Andrews – Budišská na Słowacji) i… i prawie zapomniałam, że jestem kilka tysięcy kilometrów od domu. To jest po prostu piękne.

Następny dzień był niezwykle ciekawy, zwłaszcza dla studentów – byliśmy na Uniwersytecie Columbia i Princeton, dwóch najbardziej prestiżowych szkołach w Stanach Zjednoczonych. Jedna z jego uczennic – Katka Krokkerová – towarzyszyła nam przez Kolumbię. Bardzo zainteresowały mnie szkoły amerykańskie, bo też myślałam o możliwości studiowania za granicą, ale kiedy zobaczyłam cenę studiów (trochę ponad milion koron za zapisy i mniej więcej tyle samo opłaty semestralnej), pożegnałam się i szybko pozbyłem się tego. o tym śnie. Na innej uczelni – Princeton – odwiedziliśmy także ich muzeum uniwersyteckie, gdzie znajdował się obraz podarowany tej szkole przez rodzinę Michala Bosáka. Działania te zajmowały praktycznie cały dzień. Wieczorem jednak odbyło się dla mnie kolejne niezwykle ciekawe wydarzenie. Mieliśmy wziąć udział w przyjęciu zorganizowanym z okazji wizyty premiera Czech, pana Mikuláša Dzurinda (który tutaj brał udział w maratonie) do Nowego Jorku. Przyjęcie to było poświęcone pamięci trzech strażaków słowackiego pochodzenia, którzy zginęli podczas niesienia pomocy ofiarom ataku na WTC. Ze strony amerykańskiej wzięło w nim udział wiele ważnych osobistości, w tym znany kongresman Schummer i nie tylko.
Spotkanie z tak wieloma znanymi osobami było dla mnie bardzo interesujące, choć zdziwiło mnie, że aby spotkać słowackiego polityka, trzeba jechać aż do USA.
Następnego dnia była wizyta w stanie Pensylwania, gdzie Michał Bosák pracował przez całe życie. Odwiedziliśmy kilka miast, takich jak Olyphant, Scranton i Wilkes-Barre. W tym stanie towarzyszyli nam Phillip Tuhy i Trude Check-Tuhy z Czeskiego Towarzystwa Dziedzictwa Północno-Wschodniej Pensylwanii. Profesor Tuhy (pracuje na Uniwersytecie Wilkes-Barre) był przewodniczącym komisji oceniającej wniosek o „Nagrodę Bosáka 2001”.

Dopiero tego dnia uświadomiłem sobie wielkość Ameryki. W drodze pomiędzy Nowym Jorkiem a Wilkes-Barre nie widzieliśmy praktycznie żadnych śladów cywilizacji (jeśli nie liczę autostrady), wszędzie był tylko otwarty teren (a szliśmy jakieś 3 godziny, czyli dość powolnie jak na jazdę ). całej Słowacji). To było zaskakujące, choć przyjemnie było przyjechać z dużego miasta na drugą Amerykę - wszędzie piękna przyroda, zadbane domy jednorodzinne... Te miasta to, nazwałbym "miastami emerytów". Wiem, że za około 50 lat, kiedy przejdę na emeryturę, będę wiedział, jak tam przetrwać. Cisza, wszędzie spokój, wszyscy się tam znają i żyją spokojnie... To naprawdę duża różnica w porównaniu z Nowym Jorkiem, choć i on ma swoje piękno i cudowne, ciche zakątki.
Ameryka to kraj kontrastów. Nie tylko porównując wielkie miasto i wieś, ale także w centrum Manhattanu, oprócz znanej ze zdjęć „niszy” drapaczy chmur, znajdziemy także domy biedoty. Zaledwie kilka przystanków metrem od Broadwayu znajdziesz się w Chinatown, gdzie wszędzie pełno sprzedawców zegarków, tanich bibelotów i, co najważniejsze, wypalonych płyt CD. To szokujące, gdy ktoś przyzwyczajony do wszechobecnych drapaczy chmur, stali i szkła, zielonej zieleni i tłumów ludzi, nagle po kilku minutach znajduje się wśród niskich bloków z wybitymi oknami i widzi rozrzucone na ulicy namioty handlarzy . .Zupełnie inny. Ameryka, do której przywykłem i Ameryka, jakiej się spodziewałem. Oczywiście mniej więcej wiedziałem, czym jest Bronx i Harlem. O tych dzielnicach również słyszymy tutaj. Jednak naprawdę nie spodziewałem się zobaczyć czegoś takiego nawet na środku Manhattanu.
Ostatni dzień, który miałem spędzić w całości w Ameryce, powoli dobiegał końca, więc ruszyliśmy do domu. Jak zawsze udało nam się dotrzeć po północy. Następnego dnia wzięliśmy udział w Maratonie Nowojorskim, gdzie spotkaliśmy się z naszym ambasadorem w USA, panem Butorą (był tam także jako widz). Słowacy przyszli kibicować swemu premierowi, więc przy słowackim kościele był cały odcinek ulicy, gdzie podawano kawę i kiełbaski, a nawet działała kapela ludowa w kostiumach – piękna. Nie zrobiłem jednak wszystkiego – widziałem tylko bieg kilku najszybszych biegaczy, a potem musieliśmy spieszyć się na lotnisko. Tam się pożegnaliśmy, ostatnie zdjęcie przyszło z Roz i „Lot Czech Airlines OK 55 do Pragi wkrótce odleci…” Po wystartowaniu jeszcze raz spojrzałem na Nowy Jork, Wielkie Jabłko Ameryki, i zacząłem myśleć o I czuję, że już się do tego przyzwyczaiłem, dobre dni należą już do przeszłości... Tym razem latanie nie było dla mnie nowością, więc powoli cieszyłem się ostatnimi chwilami tej podróży. To było takie dziwne uczucie... Urzekł mnie widok Pragi, gdzie już poczułam się „jak w domu” (choć dotarcie na Słowację zajęło mi trochę czasu).
Myślę, że było to jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu. Wreszcie mogłem chociaż rzucić okiem na Stany Zjednoczone. Są takie, jakie są w rzeczywistości, a nie takie, jakie znamy ze zdjęć czy filmów. Dzięki drobnym rzeczom, które udało mi się przeżyć, cieszę się, że mogę odwiedzić ten kraj. Moje zdanie o Ameryce na pewno bardzo się zmieniło – widziałem tam wiele jej pięknej, ale i mroczniejszej strony. Jedno wiem jednak, że USA to kraj, który zdecydowanie warto zobaczyć na własne oczy i wiem, że na pewno kiedyś tam wrócę.
Józef Bardik